Menu

Między książkami

Próba samodyscypliny, spisywania refleksji na temat przeczytanych książek. Próba rozruszania własnego, nieco zardzewiałego pióra i rozleniwionego umysłu.

Szeleńcy umierającego świata ("Trojka" Stepana Chapmana)

urshana

Trojka

Im dłużej wczytuję się w poszczególne powieści ukazujące się w Uczcie Wyobraźni Wydawnictwa Mag, tym bardziej upewniam się, że nie ma na polskim rynku obecnie lepszej serii fantastycznej. Literatura odkrywcza, wychodząca poza utarte ścieżki, trudna do zakwalifikowania, ale na pewno doskonała warsztatowo. To już jest swoista marka. I chociaż nie każda proponowana odbiorcom pozycja musi ich tak samo zachwycać, bo przecież mamy do czynienia z różnymi autorami, konwencjami, stylami, to seria na pewno gwarantuje spotkanie z utworami nietuzinkowymi i na swój sposób niezwykłymi. Tak można również zakwalifikować najnowszą pozycję z serii, a mianowicie Trojkę Stepana Chapmana.

Aby otworzyć się na jej dziwny świat i zaakceptować prezentowane nam wizje, należy odwiesić na kołek logiczne myślenie i zasadę prawdopodobieństwa, a następnie dać się porwać oryginalnej wyobraźni autora. Od początku wiadomo, że będzie dziwnie. Bohaterami utworu jest bowiem najbardziej nieprawdopodobna rodzina, z jaką miałam do czynienia – matka to stara Meksykanka Eva – ojciec to dżip – Alex, a córka Naomi jest brontozaurem. Razem wędrują przez pustynię spalaną światłem trzech słońc, co noc starają się przetrwać burze, które powodują między innymi, że nie zawsze budzą się we własnych powłokach, cierpią, a co najstraszniejsze – nie mogą umrzeć.

Świat wykreowany przez Chapmana pogrąża się wraz z bohaterami w coraz większym szaleństwie i destrukcji. Bohaterowie ranią się wzajemnie psychicznie i fizycznie, ale nie potrafią bez siebie funkcjonować. Zawieszeni między jawą a snem, życiem i śmiercią wędrują przez piekło. Dodatkowo poznajemy ich bliżej dzięki zaprezentowanym snom. Najbardziej niezwykła jest opowieść Evy o indiańskiej cywilizacji, w której była kapłanką, a następnie kobietą upadłą. Wyróżnikiem tej opartej na azteckich wierzeniach wizji jest przedstawienie wszystkich mieszkańców jako stworzeń morskich. Historia Alexa to z kolei stopniowa zamiana człowieka w maszynę. W każdym razie w opowieściach wszystkich trzech bohaterów mamy stopniowy rozpad, degradację, unicestwienie umierającego świata. Ich pustynna wędrówka przypomina mi odrobinę podróż Rolanda, bohatera Mrocznej wieży Stephena Kinga.

Opowieść Chapmana wykorzystuje poetykę snu, to wizje szaleńców uwięzionych we własnych obsesjach i koszmarach. Jedyne, co ich trzyma razem to bardzo silna, choć niekoniecznie normalna więź rodzinna i nadzieja, że w końcu dotrą do krańca pustyni, co doprowadzi z kolei do upragnionej śmierci. Utwór amerykańskiego autora wypełniony jest po brzegi symboliką związaną z życiem pozagrobowym, pojawiają się w nim wyraźne elementy religijne – aztecki raj, Arka Noego, aniołowie, ale też symbole otwarcie mówiące o zagubieniu i szaleństwie (motyw labiryntu, a także być może dalekie echo koncepcji platońskich na temat duszy). Gdzieś spod niesamowitych wizji, szalonych opowieści  uparcie wychodzą na wierzch także wątki postapokaliptyczne – zagłady świata.

Zdaję sobie sprawę, że Trojka nie jest lekturą dla każdego. Osobiście wolę światy bardziej uporządkowane i logiczne. Choć muszę przyznać, że po niedawnym spotkaniu z prozą Burrougsha trochę się oswoiłam z pisarstwem wypełnionym szalonymi wizjami i Chapman pod tym względem nie stanowił aż tak wielkiego wyzwania. Jego powieść nie wzbudziła może u mnie wielkiego zachwytu, ale przyjęłam ją z sympatią, a także, co ciekawe, nie zapomniałam o wykreowanych światach i wizjach natychmiast po odłożeniu utworu. Im dłużej się nad nimi zastanawiam, tym bardziej jestem przekonana, że zawierają one jeszcze wiele tajemnic do odkrycia i znaczeń do rozszyfrowania. Trojka to utwór dla dzielnych odkrywców tajemnic ludzkiego umysłu, odrobinę przerażający, ale na pewno dający do myślenia.

Ocena: 4,5/6

Stepan Chapman, Trojka, przeł. Wojciech Szypuła, Wydawnictwo Mag, Warszawa 2011, okładka twarda, stron 240

Recenzja ukazała się na blogu Zaginionej Biblioteki.

© Między książkami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci