Menu

Między książkami

Próba samodyscypliny, spisywania refleksji na temat przeczytanych książek. Próba rozruszania własnego, nieco zardzewiałego pióra i rozleniwionego umysłu.

Entomologiczne fantasy. Początek (Adrian Tchaikovski "Imperium Czerni i Złota")

urshana

Mam słabość do kiczowatych okładek powieści fantastycznych. Naprawdę. A wzięło się to stąd, że zaczęłam czytać tego typu literaturę, gdy w Polsce skończyła się szarobura komuna i wydawnictwa zaczęły kusić kolorem z półek księgarskich. Byłam naprawdę młodą nastolatką i do dziś pamiętam zakupione osobiście tomy Davida Eddingsa i Andre Norton. Oczywiście dziś nie kieruję się wyłącznie okładką, ale daję się czasem skusić, zresztą nie zawsze z dobrym skutkiem.

Sięgnięcie po pierwszy tom cyklu "Cienie pojętnych" zostało spowodowane częściowo opinią innych blogerów, trochę też przypadkiem, bo w bibliotece akurat stał sobie na półce zestaw pięciu tomów, z charakterystycznymi dla fantastyki okładkami. Wojowniczy bohaterowie w dziwnych zbrojach, stosujący broń i czary jednocześnie - klasyka. Czy był to dobry wybór? No cóż...

Pierwszy tom nie powala na kolana i nie powoduje u mnie uczucia, że koniecznie muszę sięgnąć, już, teraz, natychmiast po kolejny, że chcę mieć na półce całość i rozkoszować się lekturą. Tak miałam przy "Malazańskiej księdze poległych" i choć w pierwszym wydaniu okładki są tak okropne, że w życiu bym po powieści Eriksona nie sięgnęła, to zostałam uwiedziona i zachwycam się treścią do dziś. Co mi przypomina, że chyba czas na kolejną porcję tegoż autora i jego cudownego, epickiego fantasy. Tchaikovski nie ma takiej siły przebicia. Skonstruował dość poprawną opowieść, której najmocniejszą stroną jest tak naprawdę sam pomysł na świat przedstawiony. Poszczególne rasy ludzi są bowiem w tajemniczy sposób spokrewnione z owadami i przejmują od nich pewne umiejętności. Mamy więc praktyczne i przyziemne żukowce, cechujące się sporą wytrzymałością, drapieżne osy, posługujące się w walce żądłami ognia, tajemnicze ciemce, doskonale widzące w ciemności, snujące intrygi pająki, walecznych modliszowców i tak dalej, można by jeszcze sporo wymieniać. Poznawanie przedstawicieli poszczególnych ras i ich specjalnych uzdolnień było dla mnie w przypadku tej powieści najciekawsze. Wykreowany świat jest różnorodny, zbudowany bardzo konsekwentnie i ma spory potencjał. Sam tytuł cyklu wziął się zaś od pewnego generalnego podziału, który przebiega między zbiorem poszczególnych ras. Otóż dzielą się one na dwie grupy - "pojętnych", czyli rozumiejących technikę, która zrewolucjonizowała całe uniwersum i spowodowała upadek kiedyś rządzących ras, zwanych "niepojętnymi", a wierzących w moc magii.

Imperium Czerni i Złota rozpoczyna swego rodzaju prolog, ukazujący upadek miasta Myny, właściwe wydarzenia rozgrywają się jednak siedemnaście lat po zdobyciu tegoż miasta przez Imperium Os. Jednym z głównych bohaterów jest Stenwold Maker, który w przeciwieństwie do mieszkańców miast - państw Nizin rozumie zagrożenie ze strony młodego, rozrastającego się sąsiada i przez kilkanaście lat buduje siatkę szpiegowską, która ma mu pomóc wytropić wroga i przestrzec rodaków przed zbliżającym się niechybnie niebezpieczeństwem. W powieści towarzyszy mu grupa młodych wychowanków, a także starzy przyjaciele. Wspólnie stawią czoła przeznaczeniu. Jak widać z tego krótkiego opisu, utwór raczej nie zaskakuje linią fabularną. Brakowało mi też w trakcie czytania niespodzianek. Było bowiem kilka momentów, które miały mnie zaintrygować, niestety, na długo przed wyjaśnieniem, potrafiłam określić, co się wydarzy. Dotyczyło to zwłaszcza relacji uczuciowych oraz tajemnic przeszłości. Za dużo oczywistych wskazówek i prowadzenia za rączkę.

Powieść dość sprawnie zmierza do punktu kulminacyjnego, wiadomo też od razu, że jest to zaledwie wstępna rozgrywka. Pojawia się dość ciekawa postać oficera wywiadu osowców - Tharlyka, który stanie się głównym adwersarzem Makera. Na pewno niebanalny jest też mistrz ostrza - modliszowiec Tisamon. Tchaikovsky nie zaskakuje, raczej posługuje się dość ogranymi schematami, podobnie jak wykorzystuje dość widoczne klisze z naszej rzeczywistości - ojczyste Kolegium Makera ma wiele cech starożytnych Aten, Imperium Os łączy w sobie elementy wielu totalitarnych mocarstw, z domieszką starożytnych Rzymian. Podobnych analogii jest oczywiście więcej. Nie pierwszy to autor i zapewne nie ostatni, który wykorzystuje znany mu świat i historię jako bazę do własnej autorskiej wizji. Może jestem czepialska, ale jakoś ostatnio tego typu chwyty mnie delikatnie drażnią.

Ponieważ książka jest debiutem, więc mogę uznać, że nie jest najgorzej, a o tym, czy brytyjski autor o polskich korzeniach się rozwija, przekonam się niebawem, bo z biblioteki zapobiegliwie przyniosłam dwa pierwsze tomy cyklu. Kilka słów o Klęsce ważki zatem niebawem. Wtedy zadecyduję, czy sięgnę po kolejne opowieści z pogranicza fantasy i steampunku (mechanizmy "pojętnych" bowiem zdecydowanie wpisują utwór w ten nurt) i na pewno nie dam się kusić wyłącznie kolorową okładką.

Ocena: 4/6

Adrian Tchaikovsky, Imperium Czerni i Złota, przeł. Andrzej Sawiski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011, okładka miękka, stron 631

© Między książkami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci