Menu

Między książkami

Próba samodyscypliny, spisywania refleksji na temat przeczytanych książek. Próba rozruszania własnego, nieco zardzewiałego pióra i rozleniwionego umysłu.

Imperium atakuje (Adrian Tchaikovsky "Klęska ważki")

urshana

Twórcy literatury fantastycznej uwielbiają pisać cykle. I w przeciwieństwie do autorów kryminałów, którzy wprawdzie tworzą kolejne tomy z tymi samymi bohaterami, ale z oddzielnymi sprawami, co pozwala na potraktowanie każdego utworu jako odrębnej całości, w fantastyce poszczególne tomy są ze sobą ściśle powiązane. Ma to oczywiście swoje dobre i złe strony. Dobre wtedy, gdy wykreowany świat nas zachwycił, z bohaterami nie możemy się rozstać, a fabuła jest tak niezwykle intrygująca, że gryziemy wręcz paznokcie z ciekawości, co też autor zafunduje nam w kolejnej odsłonie. Złe wtedy, gdy opowieść nie jest najwyższych lotów, ale w sumie chcielibyśmy się dowiedzieć jak się to wszystko skończy, gdy musimy latami czekać na kolejny tom opowieści (patrz: George R. R. Martin i jego Pieśń lodu i ognia), gdy fabuła wymyka się z rąk autora i rozrasta do monstrualnych rozmiarów lub gdy autor po prostu nie ma pomysłu na to, co dalej począć ze swoimi bohaterami, a publika domaga się kolejnych części (cykl o Lokim Ćwieka jest tu dobrym przykładem). W każdym razie wielotomowa opowieść jest jedną z bardziej charakterystycznych cech gatunku, a ja sięgam bez opamiętania po kolejne cykle i nawet jak mnie nie zachwyca, to śledzę losy bohaterów, bo nie lubię historii niedokończonych.

Klęskę ważki Adriana Tchaikovskiego przeczytałam tak naprawdę siłą rozpędu, bo przyniosłam z biblioteki dwa pierwsze tomy cyklu Cienie pojętnych, więc mimo zastrzeżeń do pierwszej odsłony opowieści, (o czym niedawno w tym wpisie wspominałam) postanowiłam sprawdzić jak autor radzi sobie z wymyślonym przez siebie światem, a przede wszystkim, czy wzbudzi we mnie więcej emocji niż podczas lektury Imperium czerni i złota. Dobra wiadomość jest taka, że drugi tom nie jest słabszy od pierwszego, a być może odrobinę ciekawszy. Powiększa się grono postaci, których losy śledzimy w poszczególnych wątkach, dochodzą nowi gracze i to nie byle jacy, bo sam Imperator osowców - Alvdan II oraz jego najbliższe otoczenie, władcy poszczególnych miast Nizin, generałowie armii, a na dodatek tajemniczy mag moskit, jednym słowem zdecydowanie akcja nabiera rozmachu i rozpędu. Niestety, głowni bohaterowie w tej części się rozdzielają, co powoduje, że towarzyszymy im w czterech, a później pięciu oddzielnych wątkach, do tego dochodzi jeszcze kilka wątków osowców i pewnej niebezpiecznej ważki, to dużo, a nie każdemu takie rozdrobnienie musi odpowiadać. Wielowątkowość ta  pozwala jednak na prowadzenie akcji w wielu miejscach jednocześnie, co zwiększa dynamikę. W połowie powieści akcja zdecydowanie przyspiesza, napięcie rośnie i zaczęłam śledzić ją z większym zainteresowaniem.

Co nadal pozostaje słabszą stroną utworu? Na pewno właśnie to, że akcja rozkręca się dopiero w połowie. Brakuje też pogłębienia portretów bohaterów, niestety tworzenie intrygujących postaci nie jest mocną stroną Tchaikovskiego. Tytuł tomu również nie wydaje mi się najszczęśliwszy, bo odnosi się właściwie do jednego z wielu wątków, w dodatku bez kluczowego znaczenia dla całości. Dla mniej doświadczonych odbiorców małe ostrzeżenie - nie czytajcie blurba z tylnej okładki, bo zdradza za wiele i psuje przyjemność z lektury.

Całość utworu obfituje w sceny batalistyczne, nic się właściwie jeszcze nie rozstrzyga, wojna między potężnym Imperium a próbującymi obronić swą niezależność Nizinami będzie jeszcze miała wiele odsłon. Czy sięgnę po kolejne tomy cyklu, by dowiedzieć się jak całość się zakończy? Nie wykluczam takiej możliwości, ale nie czuję wielkiej potrzeby, bo z dużym prawdopodobieństwem jestem w stanie określić, w którą stronę potoczy się akcja. Może autor jest mnie w stanie czymś zaskoczyć, ale mimo wszystko nie wychodzi on poza pewne dość ograne schematy. Cienie pojętnych na pewno nie staną się cyklem przeze mnie gorąco polecanym, zainteresowani niech sięgają po powieści Tchaikovskiego na własne ryzyko.

Ocena: 4/6

Adrian Tchaikovsky, Klęska ważki, przeł. Andrzej Sawicki, Rebis, Poznań 2010, okładka miękka, stron 680

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • grendella

    Ja mam tendencję do pochłaniania cyklami i czasem mi umyka, która książka cyklu lepsza, która słabsza. Tchaikvsky'ego skończyłam na pierwszej tetralogii i na razie odpuściłam, ale może kiedyś wrocę do kolejnych tomów.

  • urshana

    Ja zapewne przyniosę sobie kiedyś kolejne tomy i powoli zakończę cykl. Nie spieszy mi się jednak, bo nie mam poczucia, że muszę już teraz dowiedzieć się co będzie dalej.

© Między książkami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci