Menu

Między książkami

Próba samodyscypliny, spisywania refleksji na temat przeczytanych książek. Próba rozruszania własnego, nieco zardzewiałego pióra i rozleniwionego umysłu.

Mit rodziny i miasta (Wit Szostak "Chochoły")

urshana

Nie od dziś wiadomo, że zbyt duże oczekiwania wobec autora lub konkretnej książki mogą niestety zakłócić odbiór i zaszkodzić lekturze. Tak zdarzyło się w przypadku mojego pierwszego spotkania z Witem Szostakiem i jego Chochołami. Niestety, czego ogromnie żałuję, coś po prostu nie zaiskrzyło. Książka powinna się nieźle wpasować w moje literackie upodobania, autor został zresztą za nią wyróżniony Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego, a wybór powszechnie chwalonego utworu uznałam za dobry początek. I choć moja ogólna ocena powieści rozpoczynającej krakowską trylogię jest dość wysoka, to pozostaje we mnie wrażenie jakiegoś dziwnego zmęczenia. Z drugiej strony sporo wrażeń, nastrojów i fragmentów do mnie wraca, co oznacza, że czas spędzony nad Chochołami na pewno nie był stracony i warto się temu utworowi przyjrzeć bliżej. Być może powieść krakowskiego autora należy do tych, które zyskują dopiero po czasie, jak dobre wino.

Szostak, podobnie jak Twardoch, to pisarz wywodzący się gdzieś z kręgu fantastyki, ale wyraźnie poza nią wykraczający. Chochoły wprawdzie nie są powieścią stricte realistyczną, ale zdecydowanie więcej w nich obyczajowości niż kreacjonizmu i gatunkowo raczej zaliczane mogą być do realizmu magicznego, ze względu na delikatne odkształcenie rzeczywistości, tworzenie wciąż nowych obliczy miasta Krakowa. To historia rodziny Chochołów, wspólnie zamieszkującej krakowską kamienicę, opowiedziana z perspektywy jednego z jej członków, a jednocześnie gdzieś w tle portret miasta, które zmienia się w zależności od prezentowanych wydarzeń. Na fali karnawału upodabnia się na przykład do Wenecji, gdy stanowi tło dla konfliktu między członkami rodziny, zamienia się w miasto podobne do Sarajewa ogarniętego bratobójczą walką, a tych przemian otoczenia jest znacznie więcej. Za każdym razem, gdy narrator - bohater opuszcza kamienicę możemy się spodziewać innej odsłony, innego charakteru ulic.

Dom rodziny Chochołów to miejsce niezwykłe, pisany początkowo z wielkiej litery stanowi realizację dość utopijnej wizji miejsca dla bliskich, żyjących ze sobą w zgodzie i harmonii, tworzących swego rodzaju komunę. Wszystko wydaje się idealne, z mieszczącą się w centrum salą kolumnową, gdzie chętnie przebywa najstarsze pokolenie, z kaplicą na dachu, miejscem sacrum, i katakumbami w piwnicach, będącymi swoistym odbiciem Hadesu. Każdy członek rodziny ma przypisaną odpowiednią rolę, uzupełniają się wzajemnie i wspierają. Ta równowaga zostaje jednak zachwiana. Zniknięcie Bartłomieja, a także śmierć zbierająca swe żniwo wśród starców rodu być może powodują, że zmienia się układ sił i piękna wizja rozpada się. Może przyczyny upadku są zupełnie inne. Brak wzajemnego zrozumienia, komunikacji, wygórowane ambicje. W każdym razie idea arkadyjskiego Domu okazuje się tylko mitem, a rodzina nie potrafi jej uratować.

Powieść podzielona została na osiem części, a tytuły w języku greckim odwołują się do pewnych podstawowych pojęć filozoficznych, kulturowych. Od "arché", czyli praprzyczyny wszystkiego, poprzez pojawiające się w punkcie kulminacyjnym "krisis" i "agon" odwołujących się do walki, zmagań, aż do "eschatonu" czyli końca wszystkiego. Wydaje mi się, że same tytuły poszczególnych części zestawione z wypełniającą je treścią mogą stanowić materiał do pogłębionej analizy powieści. A tropów kulturowych mamy oczywiście o wiele więcej. Zmieniające się wizje Krakowa, zawsze wpisują się w jakąś wyrazistą tradycję. Pojawiają się mity związane z Wawelem i pochowanymi tam władcami. Chochołowie noszą imiona świętych, istotną rolę pełni muzyka, zwłaszcza ludowe oberki, choć pojawia się też motyw liturgicznych chorałów. Ważne są też kultywowane przez rodzinę tradycje i obrzędy, na przykład z pietyzmem opisywana Wigilia, czy zwyczaje karnawałowe. A wszystko to stanowi swego rodzaju tło dla opowieści o rodzinie i jej wzajemnych, często trudnych relacjach. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście związki uczuciowe z najbliższymi narratora, jego stosunek do matki, ojca pogrążonego w śpiączce, starszego brata, który zniknął i nie daje znaku życia, narzeczonej. Jednak relacje między rodzicami a dziećmi czy rodzeństwem pojawiają się też w innych konfiguracjach. Chochołowie próbowali zbudować wspólnotę wyjątkową, niestety ich próba się nie powiodła. Rozpad więzi rodzinnych, ich powierzchowność i bylejakość doprowadziły do upadku Domu, a co za tym idzie upadku miasta. 

Chochoły na pewno nie stanowią łatwej lektury. Z drugiej strony bogactwo obecnych w utworze wątków, motywów, nawiązań może zafascynować niejednego odbiorcę. Nie wspomniałam na przykład o wyraźnych tropach literackich. Oczywiste są skojarzenia z Wyspiańskim, ale też delikatna obecność Schulza. Ważnym motywem dla całości jest na pewno "sen" w różnych odsłonach, ale też odgrywanie ról, przywdziewanie masek. Jeśli ktoś szuka trochę ambitniejszej prozy, nie boi się wyzwań, a dodatkowo czuje się związany z Krakowem - musi tę powieść przeczytać.

Ocena: 5/6

Wit Szostak, Chochoły, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2010, okładka twarda, stron 440

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • grendella

    Brzmią mi te "Chochoły" jak jedna z takich książek, co to niby trochę męczą w odobiorze, a z drugiej strony gdzieś w nas na dłużej zostają. Ja zamierzam dać jej szansę, zaintrygowało mnie to wplatanie mitów, legend, wierzeń ludowych - lubię takie zabawy :)

  • urshana

    Masz rację Grendello ta książka zostaje w głowie na dłużej. Z muzyką oberków, śpiącym królem, Domem labiryntem, poszukiwaniem siebie. Na pewno może zaintrygować.

© Między książkami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci