Menu

Między książkami

Próba samodyscypliny, spisywania refleksji na temat przeczytanych książek. Próba rozruszania własnego, nieco zardzewiałego pióra i rozleniwionego umysłu.

Sto lat chińskiej prowincji ("Obfite piersi, pełne biodra" Mo Yan)

urshana

Mo Yan to chiński powieściopisarz, laureat Literackiej Nagrody Nobla, którego twórczość odkryłam w zeszłym roku. Zachwyciłam się groteskową Krainą wódki i postanowiłam kontynuować znajomość. Tym razem mój wybór padł na Obfite piersi, pełne biodra, utwór obszerniejszy, zdecydowanie też bardziej tradycyjny formalnie, choć nie pozbawiony pewnych cech wspólnych z czytaną wcześniej przeze mnie powieścią.

Głównym bohaterem, a jednocześnie w przeważającej części utworu jego narratorem, jest Shanguan Jintong, jedyny syn urodzony wraz z siostrą bliźniaczką w czasie japońskiej inwazji jako dziewiąte dziecko w rodzinie. Losy mieszkającego na prowincji rodu Shanguanów, zwłaszcza kobiet, właściwie na przestrzeni całego XX wieku, stanowią doskonałą ilustrację zachodzących przemian, wszelkich burz i niepokojów, jakie nawiedzały Chiny, od powstania bokserów do narodzin drapieżnego kapitalizmu w latach 90-tych. Wyłaniający się z kart powieści obraz, utrzymany w klimacie realizmu magicznego, mimo poetyckich lub groteskowych przekształceń ukazywanej rzeczywistości, nie kryje jej przejmującego okrucieństwa. Ma też niestety bardzo pesymistyczny wydźwięk.

Choć postać Jintonga wysuwa się  na pierwszy plan, trudno go uznać za bohatera. Prędzej antybohatera, człowieka słabego, bez specjalnych dążeń i aspiracji, marnującego wszelkie życiowe szanse, obsesyjnie uzależnionego od kobiecych piersi, których pokarmem żywił się przez wiele lat. To przywiązanie mężczyzny od matczynego mleka, następnie koziego, stawia go w sytuacji człowieka podległego, uzależnionego od woli kobiet. I to one w powieści są samodzielne, silne, potrafią decydować o własnym losie, choć ich wybory często są powodem tragedii. Nie wszyscy mężczyźni są tacy jak zdominowany przez matkę i siostry Jintong, który zawodzi wszystkie pokładane w nim nadzieje. Życiowi partnerzy dziewcząt to bohaterowie charyzmatyczni, nierzadko żołnierze, reprezentujący zresztą różnorakie, często przeciwstawne siły polityczne. Jedno ich łączy, dla żadnego z nich los, czy też historia nie okazują się łaskawe.

Język powieści i sposób obrazowania są, podobnie jak w czytanej przeze mnie wcześniej Krainie wódki, połączeniem poetyckości, subtelnego piękna niektórych fraz i prezentowanych obrazów z dość dosadnymi opisami fizjologii i groteskowymi wykrzywieniami rzeczywistości. I ta dwoistość jest chyba cechą stałą twórczości Mo Yana. Wydaje mi się jednak, że to dobry sposób na przedstawienie chińskich realiów. Prezentowana przez autora historia rodu Shanguan w wersji realistycznej byłaby nie do zniesienia, ponadto wypadłaby niewiarygodnie. Odkształcenie rzeczywistości, poza wyraźną funkcją estetyczną, pozwala odczytywać losy rodziny Jintonga w sposób symboliczny. Można ją uznać za reprezentantów sporej części chińskiej prowincji na przestrzeni XX wieku.

Obfite piersi, pełne biodra nie zachwyciły mnie może tak bardzo jak zwariowana Kraina wódki, ale na pewno jest to powieść interesująca. Z kolei jej dość tradycyjna forma oraz obyczajowa tematyka mogą uczynić ją bardziej przystępną dla szerszego grona odbiorców. Osobiście mam w planach dalsze spotkania z chińskim autorem i jego dziełami, kolejne pozycje są już dostępne na rynku. Jestem ich bardzo ciekawa.

Ocena: 5/6

Mo Yan, Obfite piersi, pełne biodra, przeł. Katarzyna Kulpa,Wydawnictwo WAB, Warszawa 2012, okładka miękka ze skrzydełkami, 640 

© Między książkami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci