Wpisy z tagiem: wyzwania czytelnicze
środa, 07 września 2011
Wędrówka tropem mitu ("Ameryka nie istnieje" Wojciecha Orlińskiego)
Muszę przyznać, że w tym roku całkiem nieźle mi idzie czytanie literatury faktu, która do tej pory była traktowana przeze mnie odrobinę po macoszemu. Zdaję sobie również sprawę, że to co czytam, to i tak niewielka kropla w morzu możliwości, ale zawsze lepiej poznać kilka pozycji niż żadnej. Wojciech Orliński, redaktor "Gazety Wyborczej", to dziennikarz, po którego teksty sięgam chętnie ze względu na jego zainteresowania popkulturą. Kiedy więc dowiedziałam się o wydaniu książki Ameryka nie istnieje od razu trafiła ona na straszliwie długą listę pozycji do przeczytania. Ameryka nie istnieje przynależy do serii Mój prywatny świat i jest dość nietypowym zapisem podróży po Stanach Zjednoczonych. Orliński postawił przed sobą bowiem pewne wyzwanie, a raczej postanowił podporządkować swoją wędrówkę przemyśleniom Jeana Baudrillarda na temat zupełnej nierealności Ameryki. Krótko mówiąc, każdy rozdział omawianej pozycji podporządkowany jest hasłu zawartemu w tytule i w bardzo ciekawy sposób zderza wyobrażenia na temat USA, utrwalone zwłaszcza w głowach Europejczyków, z prawdziwym obrazem tego ogromnego kraju. Wniosek z tych podróży również zawiera tytuł. Pomysł na książkę, a także sposób prezentowania wręcz mitycznych miejsc Stanów bardzo mi się spodobał i z ogromną przyjemnością dałam się prowadzić Orlińskiemu przez nieistniejące miejsca - Disneyland, Dziki Zachód, Nowy Jork, Los Angeles, Las Vegas czy Route 66. Zestawienie również we mnie głęboko zakorzenionych wyobrażeń na temat Ameryki, które wywodzą się głównie z dzieł kultury popularnej - filmów, seriali, tekstów piosenek z rzeczywistością oglądaną na miejscu jest niesamowite. Dla każdego, kto marzy o podróży do USA książka Orlińskiego może okazać się istotną pozycją, gdyż pozwoli uniknąć pewnych rozczarowań. Głęboka analiza, także historyczna, narodzin i kształtowania się utartych w naszych głowach wyobrażeń na temat tego, jak wygląda Ameryka jest ogromną zaletą pozycji Orlińskiego. Dzięki niemu dowiedziałam się, że nie ma czegoś takiego jak Los Angeles, a moje wyobrażenia o Nowym Jorku, będące oczywiście mieszanką z filmów Woody Allena czy Martina Scorsese mają się nijak do rzeczywistości. Jeśli kiedyś wybiorę się w daleką podróż do tego niezwykłego kraju, postaram się na niego spojrzeć inaczej, po prostu go poznawać od nowa, odsuwając na dalszy plan obecne we mnie obrazy. Przewodnik po Ameryce, która nie istnieje Wojciecha Orlińskiego mogę polecić każdemu, bo to świetnie napisana książka, która dokonuje niezwykłej konfrontacji, a jednocześnie uświadamia odbiorcom jak bardzo na nasze postrzeganie świata wpływa kultura, to co czytamy, oglądamy, to czego słuchamy. Podejrzewam, że nie tylko Ameryka, ale wiele innych miejsc na świecie po prostu nie istnieje, a raczej nie ma nic wspólnego z naszymi wyobrażeniami. Ale przekonać się o tym możemy tylko wtedy, gdy się tam wybierzemy osobiście. Ocena: 5/6 Wojciech Orliński, Ameryka nie istnieje, Pascal. Travel Club, Bielsko-Biała 2010, okładka miękka, stron 288 XXX Jak zapewne zauważyli Ci, którzy od czasu do czasu zaglądają na mój blog, nie jestem raczej skłonna do osobistych wynurzeń i wpisów zbliżonych do dziennika. To nie mój żywioł. Staram się raczej ograniczać do notatek o przeczytanych książkach, bo taki był cel założenia tegoż internetowego notatnika. Jednak długo nic nowego nie pojawiło się na jego stronach i chciałam się odrobinę wytłumaczyć. Po prostu oczekuję dziecka i pierwszy trymestr ciąży dał mi się odrobinę we znaki. Nie miałam siły duchowej ani fizycznej do przesiadywania przed komputerem, stąd moja bardzo długa nieobecność. Jak będzie dalej? Nie mam pojęcia. Ciąża to dla mnie ogromna przygoda, wielkie nadzieje, mnóstwo radości, ale też związane z nią drobne niedogodności. Czytam mniej niż dawniej, a pisać nie mam siły. Nie mogę więc obiecać niczego, jeśli będę miała nastrój oraz siły, będę umieszczać recenzje, jeśli nie - to się nowe teksty nie pojawią. Obecnie najważniejsze jest dla mnie małe szczęście, które powolutku rośnie we mnie. Trzymajcie za nas kciuki. Urshana
środa, 10 sierpnia 2011
Nastia Kamieńska w akcji ("Kolacja z zabójcą" Aleksandry Marininy)
Staram się wykorzystywać różnorakie promocje książkowe, bo wiadomo, że dla każdego nałogowca jest to szansa na powiększenie zbiorów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Dlatego też od kilku lat, jeśli mam taką okazję, kupuję wybrane kryminały WAB-u wydawane we wspólnej akcji wraz z Polityką - "Lato z kryminałem". W ten sposób na mojej półce zagościło kilka powieści Mankella, a także jednej z popularniejszych na naszym rynku autorek rosyjskich - Aleksandry Marininy. Jeśli ktoś czytuje kryminały, to raczej nie muszę mu tłumaczyć kim jest Nastia Kamieńska, główna bohaterka cyklu Marininy. Osobiście trudno mi odtworzyć proces kształtowania się tej postaci, bo w Polsce jej przygody nie zostały wydane chronologicznie i ja również zapoznawałam się z nimi w niewłaściwej kolejności, co prowadzi do pewnego zagubienia. Ostatnio przeczytana przeze mnie Kolacja z zabójcą jest bowiem pierwszą z cyklu opowieści o niezwykle inteligentnej pani major, która dopiero zdobywa szlify, uczestnicząc po raz pierwszy w akcji, a nie jak dotychczas, pomagając kolegom analizami zza biurka. Zresztą w porównaniu z rynkiem rosyjskim, gdzie ukazało się 26 powieści o Kamieńskiej otrzymaliśmy od wydawcy niewielką porcję utworów. Intryga kryminalna, która skupia się na wyjaśnieniu śmierci Iriny Fiłatowej, cenionej kryminolog nie jest w powieści bardzo skomplikowana, niestety też pewne zabiegi pisarki są bardzo łatwe do przejrzenia. Nie oznacza to wcale, że utwór czyta się źle, nie należy on jednak do perełek swego gatunku. Co jest w nim ciekawe, to dość szczegółowe zaprezentowanie szefa Kamieńskiej, zwanego przez podwładnych czule "Pączkiem". A także wyjaśnienie dlaczego Anastazja potrafi zmienić się z szarej myszki w oszałamiającą piękność. Jej własny ojczym, do którego jest bardzo przywiązana, tak tłumaczył to zjawisko piętnastoletniej wówczas pasierbicy:
Kolację z zabójcą czyta się dość przyjemnie, ale bardzo szybko zapomina o czy właściwie była, można więc uznać, że to dobre czytadło na letnie miesiące. Nie zmienia to faktu, że jeśli będę miała okazję, to doczytam też inne części o Kamieńskiej, a w zostało mi ich niewiele, bo to odprężająca rozrywka. Choć atmosfera w nich jest dość ponura i przygnębiająca, to śledzenie poczynań major Kamieńskiej daje mi sporą dawkę satysfakcji. A jeśli ktoś nie zna wcale utworów Marininy, to niech się zastanowi nad czytaniem ich w odpowiedniej kolejności, dzięki temu postać głównej bohaterki będzie się rozwijać, a jej portret pogłębiać. Ocena: 4/6 Aleksandra Marinina, Kolacja z zabójcą, przeł. Margarita Bartosik, Wydawnictwo WAB, wydanie II, Warszawa 2010, okładka miękka, stron 272
piątek, 29 lipca 2011
Widok z okna przedziału ("Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję" Paula Therouxa
W tym roku więcej uwagi poświęcam literaturze faktu. Zawdzięczam to wyzwaniu czytelniczemu "Reporterskim okiem", ale tak naprawdę bardzo się cieszę, że mam wreszcie powód, by sięgnąć po książki, na które miałam ochotę, a na które nie zawsze znajdowałam do tej pory czas. O Paulu Theroux wyczytałam u nieocenionej Padmy z blogu "Miasto książek" i od razu nabrałam ochoty na bliższe spotkanie. Dodatkowym gwarantem jakości było też dla mnie znakomite wydawnictwo, które tę książkę przygotowało, a mianowicie - Czarne. Swoją przygodę z autorem zaczęłam od jego pierwszej głośnej książki podróżniczej - Wielkiego bazaru kolejowego. Pociągiem przez Azję. I dobrze się stało, bo sama pozycja mi się spodobała, a sądząc z opinii, kolejne spotkania z autorem mogą mi przynieść jeszcze więcej satysfakcji. Theroux postanowił wyruszyć w wielką podróż nietypowym środkiem transportu - liniami kolejowymi we wrześniu 1973 roku. Wiele miesięcy spędzonych poza domem wcale nie okazało się tak wspaniałą przygodą, jak tego oczekiwał. Ze stron książki przebija coraz większe zmęczenie, poczucie osamotnienia, rozdrażnienie. Jak twierdzi sam autor:
Widać wyraźnie, że wyprawa trochę przerosła jej uczestnika. Nie zmienia to faktu, że jest ciekawym świadectwem na temat mijanych miejsc, a przede wszystkim, ciekawym portretem "białego podróżnika", który przybywa do świata Orientu. Miejsca, które odwiedził Theroux dziś na pewno wyglądają zupełnie odmiennie, a także, mam nadzieję, zmienił się stosunek przybyszy z Europy i Ameryki do rdzennych mieszkańców. W relacji amerykańskiego pisarza przebija jeszcze często ton pewnej wyższości kolonialnej. Autor najlepiej się czuje, gdy trafia do luksusowych wagonów, z niezwykle uprzejmą obsługą, która jest gotowa spełnić każdą jego zachciankę. Potrafi jednak także być uważnym obserwatorem, a jego refleksje zmieniają się w ciekawe uogólnienia:
Poza trafnymi opisami świata z punktu widzenia pasażera pociągu, najciekawsze w Wielkim bazarze kolejowym są chyba portrety ludzi. Współpasażerów, pracowników linii, migawkowe ujęcia ludzi widzianych za oknami. Wiele szczerych rozmów i niezwykle otwartych wyznań było możliwych tylko dlatego, że rozmówcy Theroux wiedzieli, że już nigdy się z nim nie spotkają, mogą więc pozwolić sobie na więcej. To spostrzeżenie ładnie podsumowuje zdanie:
Dlaczego warto sięgnąć po relację z podróży przez Azję akurat tego autora? Wydaje mi się, że po to, by porównać jego sposób opisywania świata i przedstawiania mijanych miejsc z dzisiejszymi reportażami. Także dlatego, że ta książka jest napisana naprawdę świetnym językiem, dobrze się ją czyta. Wprawdzie na temat mijanych państw dowiadujemy się niewiele, ale jest to niesamowite świadectwo osobistego zmierzenia się człowieka z wielkim marzeniem, wyzwaniem, które wpłynęło na niego w sposób niezwykle istotny. Planuję w przyszłości wyruszyć z Paulem Theroux także na kolejne wyprawy. Jestem ciekawa czy zmieniło się coś w jego podejściu, a sądzę, że mogę spodziewać się większej dojrzałości i większej pokory. Ocena: 5/6 Paul Theroux, Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję, przeł. Magdalena Budzińska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, okładka miękka, stron 411
piątek, 01 lipca 2011
O książkach z miłością ("Ex libris. Wyznania czytelnika" Anne Fadiman)
To cytat z jednego ze znakomitych esejów Anne Fadiman ze zbioru Ex libris. Wyznania czytelnika. I ja się pod nim podpisuję, w pełni popieram i zgadzam. Ja też tak mam. Taka myśl nawiedzała mnie zresztą niejednokrotnie podczas lektury poszczególnych szkiców. Odkrywanie podobieństw, zrozumienie dla dziwactw związanych z książkami, poczucie wspólnoty, przynależności do grupy miłośników książek i zachwyt dla kolejnych niebanalnych twierdzeń, odkryć, puent. Brakowało mi najwyraźniej obcowania z dobrym esejem. I zbiorek Fadiman tylko pobudził mój apetyt na więcej. A jako że przyniosłam go z biblioteki, teraz muszę poszukać w księgarniach, bo akurat tę pozycję po prostu muszę mieć na półce. Co mi się szczególnie spodobało w dowcipnych szkicach amerykańskiej autorki? Mnóstwo ciepła i dystansu do siebie, a także humor. Pięknie odmalowany portret rodziny, z którego emanuje miłość i zrozumienie. I choć są to refleksje nad książkami, to ich nieodłącznymi bohaterami są też rodzice, którym Ex libris został dedykowany, mąż (który na przykład doskonale wie, jakim prezentem sprawić największą przyjemność żonie), dzieci, wychowywane już na mole książkowe, brat. Widać, że rodzina jest dla Fadiman najważniejsza, a jej członkowie budzą ogromną sympatię. Anegdotka na temat wspólnej korekty karty dań w restauracji, której dokonują Fadimanowie odruchowo, czy opowieść o trudnym połączeniu bibliotek męża i żony rozbawiły mnie do łez. Mądre słowa na temat wychowywania dzieci w uwielbieniu dla książek, oczywiście przez danie przykładu, a także pozwolenie na obcowanie z nimi, nawet jeśli łączy się to z ich uszkodzeniem przez ciekawskich małych czytelników są jak najbardziej prawdziwe. Widzę to sama, gdy obserwuję własną siostrzenicę, która nie zaśnie bez czytanej bajki i która może nie spakować ze sobą na wyjazd zabawek, ale aktualnie ulubioną książeczkę weźmie na pewno. Kolejną zaletą esejów Fadiman jest ich oryginalność. Niecodzienne tematy, świetnie przedstawione, spowodowały, że jako czytelniczka po prostu nie mogłam się od książki oderwać, "pożerałam" ją wręcz wzrokiem i tylko żal mi, że szkiców jest kilkanaście a nie kilkadziesiąt. Ja chcę więcej. Nie wiem co bardziej mi się podobało czy Zaślubiny księgozbiorów, przy których płakałam ze śmiechu, czy Tak nie wolno obchodzić się z książką - w którym autorka buduje ciekawą metaforę na temat dwóch typów książkowych kochanków, tych którzy pieszczą i hołubią swoje idealne egzemplarze (miłość dworska) i tych, którzy swoimi działaniami miłosnymi doprowadzają często książki do stanu na pograniczu rozpadu (miłość zmysłowa). Samej trudno mi się zidentyfikować, bo z jednej strony lubię moje ładnie ustawione na półce pozycje i raczej nie robię notatek w książkach, a z drugiej nic mnie tak nie cieszy jak ślady zaczytania, które świadczą o żywym obcowaniu z lekturą. Innym ciekawym esejem jest niezwykle wirtuozerski Nic nowego pod słońcem, którego tematem jest plagiat. Właściwie mogłabym tak wymieniać po kolei, bo Fadiman pisze znakomicie i wszystkie jej teksty niosą interesujące przesłanie, erudycyjną grę, a ponadto są napisane pięknym językiem. Czy dzieli się myślami na temat wrodzonego genu obsesyjnej korekty (też taki posiadam, pytanie po kim), tworzenia sonetów, a także pochłaniania każdego tekstu pisanego, który jej trafi przed oczy (od razu przypomina mi się własne czytanie ogłoszeń w autobusach i składów proszków w łazience), zawsze robi to w sposób niezwykle ciekawy, zajmujący i odkrywczy. Sięgnęłam po tę książkę ze względu na wyzwanie czytelnicze, a raczej podjęłam wyzwanie, bo zaintrygowały mnie recenzje, które czytałam na kilku blogach. Uważam, że chociażby dla tego jednego zbiorku było warto. Ex libris. Wyznania czytelnika są na pewno pozycją obowiązkową dla każdego, kto książki kocha, niezależnie od typu miłości. Po przeczytaniu tegoż zbiorku poczułam się naprawdę świetnie, bo okazało się, że kilka moich własnych dziwactw czytelniczych dotyka też innych. Na świecie żyje więcej osób, którym odkrycie nowych, trudnych wyrazów sprawia ogromną radość, a połączenie własnych zbiorów książkowych z mężowskimi zasobami okazuje się bardzo trudne. Na pewno mnie rozumiecie. Ocena: 6/6 Anne Fadiman, Ex libris. Wyznania czytelnika, przeł. Hanna Pustuła, Paweł Piasecki, oprac. i noty Jan Gondowicz, Świat Literacki, Izabelin 2004, okładka twarda, stron 175
wtorek, 28 czerwca 2011
Wyzwanie czytelnicze "W świecie książek"
Obiecywałam sobie - żadnych więcej wyzwań na ten rok. Nie dałam rady i jakiś czas temu zgłosiłam akces do kolejnego. Czas wreszcie na notkę wstępną porządkującą odrobinę moje dotychczasowe doświadczenia i ewentualne plany. Moje mocne postanowienie legło w gruzach, gdyż wyzwanie jest nadzwyczajnie wręcz kuszące każdego miłośnika książek, a nosi tytuł:
Po przejrzeniu wpisów innych uczestników, którzy dali się skusić Barbarze z Wrót Wyobraźni, a także własnych półek ustaliłam listę książek, które czytałam. Oczywiście nie obejmuje ona wszystkiego, gdyż na przykład nie trafiły na nią liczne syntezy i analizy na temat książek i szerzej literatury, z którymi zapoznałam się podczas studiów. Oto znane mi pozycje: Jorge Luis Borges Fikcje, Ray Brandbury 451 stopni Fahrenheita, Italo Calvino Jeśli zimową nocą podróżny, Wykłady amerykańskie, Jenifer Lee Carrell Szyfr Szekspira, Elias Canetti Auto da fe, Carlos Maria Dominguez Dom z papieru, Umberto Eco O bibliotece, Imię róży, Robert Graves Córka Homera, Walter Moers Miasto śniących książek, Orhan Pamuk Nazywam się Czerwień, Mathew Pearl Klub Dantego, Cień Poego, Arturo Perez Reverte Klub Dumas, Olga Tokarczuk Podróż ludzi Księgi, Carlos Luis Zafon Cień wiatru. Anne Fadiman Ex libris. Wyznania czytelnika, Marcus Zusak Złodziejka książek. Inne pozycje przyjdą z czasem. Mam rok na przeczytanie trzech książek o książkach, gdyż termin wyzwania zaczął się 1 czerwca 2011 i potrwa do 1 czerwca 2012 roku - sądzę, że dam radę. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam
Inne blogi
Wydawnictwa
Wyzwania czytelnicze
Zaglądam
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||